04.11.2017

Rozdział 7

Niewyjaśnione sprawy

Do zagraconego pokoju wparowała dziewczyna. Jej wejście nie pozostało niezauważone, o czym świadczyły dźwięki dochodzące z łóżka po lewej stronie. Ona jednak nie zwróciła na to większej uwagi i skierowała się prosto do drugiego. Stanęła tuż nad nim, a na jej twarzy zagościł niepokojący uśmieszek.
Harry przyglądający się całej sytuacji, uznał, że to nie najlepszy znak.
Niespodziewanie w rękach gościa pojawiła się różdżka i zanim zdążył mrugnąć, z jej końca wytrysnął strumień wody. Nie trafił on jednak w poduszkę, a prosto w twarz jej właściciela.
— Oszalałaś?!                                           
Chłopak podniósł się gwałtownie i wyskoczył z łóżka. Z wodą ściekającą z jego krótkich włosów prezentował się dość żałośnie. Mimo tego wszystkiego nadal wyglądał na zaspanego.
— Nie, wyświadczam ci przyjacielską przysługę — zaczęła słodko. Popatrzył na nią jak na wariatkę. — Zdajesz sobie sprawę, która jest godzina?
Alex zmarszczył brwi, obejrzał się za siebie i spojrzał na tarczę zegarka. Przez chwilę wpatrywał się wskazówki bez słowa, kiedy dotarło do niego, co widzi.
— Kurwa — wydukał i podskoczył jak oparzony. — Szlag, szlag, szlag — powtarzał, próbując dopasować do siebie leżące na podłodze części garderoby. Czarownica przyglądała się temu ze spokojem. W przeciwieństwie do chłopaka wyglądała na wyspaną i gotową do działania. Trzymała ręce oparte na biodrach przez co skojarzyła się Harry’emu z panią Weasley. 
Poczuł się bardzo niezręcznie, kiedy dostał prosto w twarz bokserkami w latające znicze. To nie tak, że mieszkając z Ronem nie zostawał obrzucany różnymi częściami garderoby, kiedy ten próbował się szybko ubrać, ale inaczej się czuł, jeśli chodziło o jego przyjaciela, niż o obcą jeszcze osobę. Kiedy obok niego wylądowały jeszcze skarpetki, chrząknął lekko zażenowany. Przykuło to uwagę dwójki pozostałych.
— Sorry — wymamrotał winowajca, jednocześnie wkładając spodnie. — On mnie zabije, prawda?
Wyglądał na przerażonego na samą myśl. Z trudem doszukał się odpowiednich i czystych ubrań, założył spodnie na lewą stronę, co spotkało się z parsknięciem dziewczyny, a potem zaczął siłować się z wyjątkowo nieposłusznymi guzikami przy koszuli.
— Jeżeli wpadniesz tam z mokrą głową, i w butach nie do pary, to prawdopodobne tak. —  Wywróciła oczami, a on jęknął ponownie. Przyglądała mu się przez chwilę, a widząc jego bezradność, machnęła różdżką po raz kolejny.
Najpierw włosy chłopaka zostały osuszone, potem z adidasów zniknęły zanieczyszczenia niewiadomego pochodzenia. Po tych zabiegach Alex wyglądał w miarę przyzwoicie. Najwidoczniej sam zdał sobie z tego sprawę, bo przysunął się do dziewczyny i pocałował ją szybko w usta. Zdążył odchylić się przed jej uderzeniem, wyszczerzył się do Harry’ego i wybiegł z pokoju, trzaskając drzwiami. Zapadła niezręczna cisza.
— Muszę zmienić przyjaciół — mruknęła do siebie, a potem odwróciła się w stronę Pottera. — Jak się spało?
Zapowiadał się bardzo, bardzo ciekawy dzień.

***

— Powiedziałem wszystko, co wiem — powtórzył po raz kolejny zmęczony Remus. W jego żyłach nadal krążyło podane przez Moody’ego veritaserum, a obecni w gabinecie członkowie Zakonu nie spuszczali z niego wzroku.
— Kim mogła być ta kobieta? — zastanawiał się Alastor, krążąc w kółko. — Jesteś pewien, że nie miała Mrocznego Znaku? Może to jakaś pułapka?
Usłyszeli prychnięcie. Tonks pokręciła głową i mruknęła coś pod nosem. Remus usłyszał „podejrzliwy idiota” oraz coś na kształt „Jak zwykle teorie spiskowe na każdym kroku” i nie mógł się nie uśmiechnąć. Potem przeniósł spojrzenie na starszego aurora i zaczął tłumaczyć:
— To nie miałoby żadnego sensu. Żaden Śmierciożerca jej nie znał, a po drugie... — zawahał się, co zauważył Albus.
— Coś przykuło twoją uwagę?
Lunatyk dobrze wiedział, o co właściwie chodzi mężczyźnie. Jako wilkołak miał wyczulone zmysły, a to dawało mu dużą przewagę. Co ciekawe, potrafił wyczuć czarodzieja. W przypadku tej kobiety, Dominique, miał bardzo sprzeczne odczucia. Nie pachniała jak mugol, ale… ani razu nie użyła różdżki. Zastanawiał się nad tym od kilku minut.
— Biorę pod uwagę, że kobieta może być charłakiem — powiedział w końcu, co spotkało się z głośnym odzewem.
— Charłak w życiu nie dałby sobie rady z grupą Śmierciożerców, a po drugie, jaki miałby interes, żeby cię ratować?
— Zapomniałeś jeszcze dodać, że była kobietą, co nie, Szalonooki? — mruknęła Tonks.
Dobrze znała podejście mężczyzny. To nie tak że dyskryminował kobiety, ale musiał się najpierw na własne oczy przekonać, że są tak samo zdolne jak mężczyźni. Pamiętała bardzo dobrze, ile musiała włożyć wysiłku, by ją zaakceptował. Owszem, szanowała tego czarodzieja, nawet go lubiła. Mimo wszystko zirytowały ja jego słowa.
— Nie mam zielonego pojęcia, co ona tam robiła — westchnął wilkołak, a Tonks ponownie skupiła na nim swoją uwagę.
Remus był ciekawy tak jak reszta, ale w przeciwieństwie do nich, ani przez chwilę nie uwierzył, że tajemnicza wybawicielka źle mu życzyła. Dodatkowo miał dziwne przeczucie… Jakby nie wszystko dobrze pamiętał. Miał wrażenie, że coś mu umknęło, coś bardzo ważnego. Chociaż skupiał się jak tylko mógł, nic mu nie przychodziło do głowy.
Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili mogli zobaczyć Severusa Snape’a w całej okazałości. Na widok Lupina uśmiechnął się złośliwie.
— A jednak to prawda — zaczął, podchodząc bliżej. Wbili w niego niezrozumiałe spojrzenia, a Albus odchylił się w krześle. — Zostałeś odbity.
Remusowi nie podobał się wyraz twarzy szkolnego wroga oraz to, że najwidoczniej znał więcej faktów na temat jego ucieczki. Severus nie patrzył już na niego, lecz wbijał przeszywający wzrok spojrzenie w Dumbledore’a.
— Masz nam coś do powiedzenia? — warknął Alastor, obrzucając Śmierciożercę nieufnym spojrzeniem. Pod tym względem nic się nie zmieniło, auror nadal ani trochę nie ufał Snape’owi, mimo zapewnień dyrektora o jego niewinności.
— Nie jestem pewien, czy ta informacja przeznaczona jest dla wszystkich, Moody. — Wykrzywił się złośliwie Severus. — Wolałbym to najpierw uzgodnić z dyrektorem.
Nie spodobało się to zarówno Alastorowi, jak i Tonks, która miała już na końcu języka ciętą ripostę, kiedy przemówił główny zainteresowany:
— Dziękuję wam za spotkanie, ale uważam, że Remus powinien jak najszybciej zgłosić się do pani Pomfrey, by ta sprawdziła, czy nie odniósł jakichś poważnych obrażeń — powiedział spokojnie Dumbledore. — Nimfadoro, czy mogłabyś mu towarzyszyć? Alastorze, powiadom resztę Zakonu o szczęśliwym powrocie naszego profesora Lupina.
Innymi słowy po prostu chciał się ich pozbyć. Nikt z wymienionych nie był z tego powodu zadowolony, ale nie pozostało nic innego, jak wypełnić polecenie. Lunatyk widząc nie zapowiadającą nic dobrego minę Tonks, pociągnął ja za ramię i razem wyszli z gabinetu, wcześniej żegnając się z pozostałymi. Szalonooki poszedł w ich ślady.
Snape i Dumbledore pozostali sami, nie licząc uważnie przysłuchujących się portretów.
— To Potter — wyrzucił od razu młodszy mężczyzna.
Albus ukrył zaskoczenie, po czym szybko zaczął myśleć. Szybko doszedł do pewnych wniosków, jednak wolał się upewnić.
— Kto mu towarzyszył?
— Nieznajoma kobieta, która wywiodła w pole prawie wszystkich Śmierciożerców. Przybyła razem z chłopakiem i jak mi wiadomo, posługiwała się mugolską bronią.
Działalność naszych agentów wykracza poza świat magiczny, ludzie działają również w szeregach mugolskich służb specjalnych, polityków i lekarzy.
Nie miał innego wytłumaczenia. Zaskoczyło go jak szybko Brian zaczął wcielać swój plan w życie. Jeszcze przedwczoraj rano odwiedziła go Kate Invicto, a najwidoczniej Harry już znalazł się pod… opieką mężczyzny. Według niego zdecydowanie za szybko, a to oznaczało, że chłopak od razu im zaufał. Dumbledore poczuł niepokój, bo był niemal pewien, że młody czarodziej poradzi się najpierw niego. Wszystko wymykało mu się spod kontroli.
— Nie wyglądasz na zaskoczonego — odezwał się Severus, bacznie mu się przyglądając. Spodziewał się trochę innej reakcji, choć z drugiej strony dyrektor miał szerokie kontakty.
Dumbledore nie odpowiedział. Nie tak wyobrażał sobie letnie miesiące. Chciał skupić się na znalezieniu sposobu na pokonanie Toma, może znaleźć nowych członków Zakonu, ale przede wszystkim zamierzał naprawić swoje relacje z Harrym. Zdawał sobie sprawę, jaki błąd popełnił, zatajając przed chłopakiem przepowiednię i ignorując go przez cały rok. Teraz widział tego skutki.
— Chciałbym, aby to pozostało między nami, Severusie — powiedział nagle. — Remus przedstawił inną wersję wydarzeń i taką właśnie przekażemy pozostałym.
— Najprawdopodobniej ktoś grzebał przy umyśle Lupina — rzucił Snape. — Mogę to...
— Nie — uciął zdecydowanie. Mężczyzna nie dał po sobie poznać, jak bardzo poczuł się zaskoczony tym oświadczeniem. — To wprowadziłoby niepotrzebny zamęt.
— Ale Potter… — zaczął ze zdziwieniem mistrz eliksirów.
— Zajmę się tym, bez obaw.
Pora wziąć sprawy w swoje ręce.

***
— Jak się spało?
Przez chwilę Harry po prostu siedział na łóżku, nic nie odpowiadając. W ciągu niecałych pięciu minut całkowicie się rozbudził. Nadal nie do końca wiedział, co się dokładnie stało, ale robił dobrą minę do złej gry. Dziewczyna patrzyła na niego z wyczekiwaniem.
— Emm… dobrze — wymamrotał ciągle speszony. Najwidoczniej to zauważyła, bo w jej oczach mignęło rozbawienie.
— Prawie zapomniałam, że jesteś tu nowy — zaczęła i usiadła na łóżku Alexa. — Takie scenki to u nas normalność, ale spokojnie, przyzwyczaisz się z czasem.
— Gdzie Alex się spieszył?
— Jest niedziela, a ten dzień zwykle spędza z ojcem. Warto dodać, że staruszek nie przepada za spóźnialskimi, a tym bardziej nie cierpi, gdy jego syn zachowuje się w taki sposób — wyjaśniła beztrosko.
Harry w końcu przypomniał sobie jej imię – Alison. Zdążył już się zorientować, że przyjaźni się z jego współlokatorem, a może nawet łączy ich coś więcej. Korciło go, by o to zapytać, a to dziwne, bo nigdy wcześniej nie należał do osób wtrącających się zbytnio w życie innych. W końcu stwierdził, że raz się żyje i postanowił się jednak dowiedzieć.
— Wy coś...
— Nie — przerwała mu zanim zdążył dokończyć, potem parsknęła śmiechem. — Merlinie broń, jeszcze aż tak źle ze mną nie jest. Jesteśmy tylko przyjaciółmi, a przynajmniej ja tak uważam.
— Często budzisz go w taki sposób?
Uśmiechnęła się szeroko.
— Rzadko się zdarza, żebym w ogóle to robiła. Zwykle to Kate wywala go z łóżka.
Spiął się, słysząc imię przyjaciółki i przypomniał sobie przebieg ich wczorajszej rozmowy. I to o czym rozmyślał potem. Starał się odrzucić nieprzyjemne myśli i ponownie skupić się na luźnej rozmowie z dziewczyną. Nie zdawał sobie jednak sprawy, z kim ma do czynienia.
— To jak to między wami będzie? — zapytała spokojnie.
Był pewien, że nie zauważy. Teraz nie miał pojęcia, co ma odpowiedzieć. Czuł się źle z samą myślą, że jego emocje są aż tak dobrze widoczne. Nie pomagał też fakt, że najprawdopodobniej Alison jest kolejną osobą, która zna wspólną historię jego i Kate.
Przyglądała mu się uważnie. Rozumiała, że mógł wysunąć błędne wnioski, ale mimo wszystko Kate nigdy nie rozpowiadała o ich przeszłości. Alex dowiedział się przez przypadek, wracał ze szlabanu i napotkał dziewczynę rozmawiającą o tym z Brianem, Alison domyśliła się sama. Przez lata wyrobiła sobie nawyk obserwacji; była biernym uczestnikiem rozmów oraz dyskusji, należała do osób spostrzegawczych no i nie brakowało jej kobiecej intuicji. Mało kto zdawał sobie sprawę, jaką jest skarbnicą wiedzy, a sama nauczyła się z tym nie obnosić.
Czekała na jego odpowiedź, bo to od niej zależało, jakie zdanie sobie o nim wyrobi. To była jej olbrzymia wada – szybko przyklejała ludziom łatki. Pocieszała się tym, że zwykle się nie myliła.
— Najlepiej będzie, jeśli nasza znajomość się na tym zakończy — powiedział w końcu i czekał na reakcję, niestety jej wyraz twarzy pozostał nieczytelny.— Nie chcę kłótni i wyrzutów. — Kontynuował. — Mam dosyć problemów i naprawdę nie mam ochoty na kolejny konflikt. Będę żył swoim życiem, ale... — zaciął się i zastanowił, jak ubrać swoje myśli w słowa. —Chciałbym, żebyśmy wszystko sobie wyjaśnili — dokończył cicho.
Przez chwilę oboje milczeli, Alison wstała i wygładziła bluzkę. Potem odezwała się przyjaznym głosem:
— Powinieneś pójść do Zayna. — Zauważyła nieme pytanie w jego oczach. — Jutro poniedziałek, zaczyna się kolejny tydzień zajęć, a ty jesteś nowy i nie masz własnego planu. Musisz jak każdy zgłosić się na konsultacje i dostosować rozkład do swoich potrzeb i umiejętności — wyjaśniła.
Fajnie, że dowiaduje się o tym dopiero teraz. Harry westchnął.
— Gdzie to jest?
— Korytarzem w prawo, potem szóste drzwi na lewo. To większe pomieszczenie, prawdopodobnie będą tam inni potrzebujący porady. Zayna poznasz bez problemu, albo będzie spał, albo słuchał muzyki na swoim rozwalającym się discmanie.
Podziękował i chciał wstać, ale szybko zorientował się, że ma na sobie tylko bokserki. Zażenowanie wzrosło, kiedy uświadomił sobie, że ma tylko wczorajsze ubrania, a te nie były w najlepszym stanie. Znalazł się w trudnej sytuacji.
— W twojej szafie masz ciuchy — rzuciła niespodziewanie dziewczyna, a on spłonął rumieńcem. Gdy to zobaczyła, jej usta drgnęły. — Nie ma się czym przejmować, nie jesteś jedynym wziętym z ulicy, który nie ma przy sobie prawie niczego.
Trochę go to uspokoiło, choć nadal nie czuł się komfortowo. Alison ruszyła w stronę drzwi, chcąc dać mu trochę prywatności. Miała już naciskać klamkę, gdy nagle się zatrzymała. Odwróciła się w jego stronę po raz ostatni.
— Spróbujcie dać sobie jeszcze jedną szansę — powiedziała cicho, ale wyraźnie i wyszła.
Siedział chwilę bez ruchu, zastanawiając się nad jej słowami. Kiedy poczuł, że zaczyna go od tego boleć głowa, wstał i podszedł do szafy. Wewnątrz znalazł kilka prostych, sportowych koszulek, dwie pary dżinsów, zwykłe trampki i jedną czarną koszulę. Wyciągnął to, czego potrzebował i zmarszczył brwi. Przecież to nie mój rozmiar. Problem się jednak rozwiązał, ponieważ okazało się, że rzeczy były zaczarowane w taki sposób, by dostosowywać się do właściciela.
Bez niepotrzebnego przedłużania wyszedł na korytarz i kierował się tak, jak poradziła mu Alison. Nie spotkał nikogo po drodze, więc bardzo szybko trafił pod wskazane drzwi. Postanowił zapukać, a kiedy usłyszał głośne „Wejść”, nacisnął klamkę.
To właściwie nie był mały pokoik, a większa sala, zbliżona wielkością do lekcyjnych, które znał z Hogwartu. Zauważył kilka półek z książkami, fotele rozstawione po kątach, ale przede wszystkim biurko stojące po środku, a za nim chłopak, najprawdopodobniej Zayn . Nie liczył sobie więcej niż dwadzieścia parę lat, miał krótkie, brązowe włosy i morskie oczy. Wyglądał na znudzonego.
Nie był tutaj jedyną obecną osobą. Harry przeniósł spojrzenie na chłopaka, możliwe, że  w jego wieku, który przeglądał plik papierów. Odgarnął blond włosy opadające na oczy o piwnych tęczówkach. Na chwilę uniósł głowę, przyglądając się nowo przybyłemu i najwidoczniej rozpoznał Pottera, bo zrobił dziwną minę. 
— Kolejny nowy? — zapytał chłopak zza biurka i zabrał nogi z blatu. — Taa, przynajmniej mam co robić.
Harry usiadł na prośbę Zayna. Nadal czuł na sobie wzrok blondyna siedzącego w kącie. Spróbował go zignorować i skupił się na słowach bruneta.
— Każdy musi ułożyć własny plan zajęć. Masz do wyboru masę przedmiotów, gdzie połowa z nich do niczego ci się w życiu nie przyda, ale to już tylko moje skromne zdanie — zaczął swobodnym tonem. — Wybierasz dziewięć przedmiotów: trzy najważniejsze dla ciebie, więc będziesz miał  je codziennie, trzy podstawowe, w których uczestniczysz trzy razy w tygodniu i trzy dodatkowe, odbywające się raz w tygodniu. Tu masz listę. — Podał mu gruby plik kartek. — Możesz się nad tym zastanowić, gdzie chcesz, ale masz czas do wieczora. Jakby co, to pytaj.
— Dzięki — mruknął Potter, wstał i skierował się w stronę drzwi.
— Hej, może spróbujemy to ogarnąć we dwóch? — Usłyszał z kąta i przeniósł tam spojrzenie. Tajemniczy chłopak patrzył na niego pytająco.
Harry wahał się tylko przez chwilę. W końcu uznał, że mała pomoc nie zaszkodzi, a przynajmniej pogada z kimś w podobnej sytuacji do niego. Uśmiechnął się więc lekko i podszedł do blondyna. Wyciągnął dłoń w jego stronę.
 — Jasne. Harry.
— Will. — Przyjął powitanie i wskazał miejsce obok siebie. — Nie spodziewałem się, że zobaczę tu Pottera — zaczął, przechodząc od razu do rzeczy.
— Uwierz mi, ja też — parsknął Harry, na co jego towarzysz uniósł brwi zaciekawiony, więc streścił krótko jego przybycie tutaj, nie zatrzymując się zbyt długo na temacie Kate. Pominął również dzisiejszą noc, to powinno zostać w tajemnicy, przynajmniej na razie.
— Czyli nie ja jeden kompletnie nie ogarniam, jak to wszystko tu działa — skomentował Will z ulgą. — Moja historia jest chyba jeszcze bardziej popieprzona.
— Dawaj.
— Nie wiem, czy zauważyłeś, ale nie mam waszego akcentu.  — Harry skinął głową zaintrygowany. — Cały czas mieszkałem z matką w Stanach, no i było nawet spoko, chociaż bez żadnych ciekawych akcji. Mama nigdy nie powiedziała mi, kim jest mój ojciec, a ja po pewnym czasie nawet przestałem pytać. No i dwa dni temu nagle się zjawił jakiś facet, podając się za mojego ojca — skrzywił się blondyn. — W pierwszej chwili miałem ochotę mu przywalić, bo szybko się zorientowałem, że dobrze wiedział o moim istnieniu. Co najlepsze nawet się jakoś nie wytłumaczył, tylko od razu z grubej rury wypalił, że jest członkiem stowarzyszenia i jako jego syn powinienem również nim zostać. Chyba przez dobre dziesięć minut ani ja, ani matka nie wiedzieliśmy, co powiedzieć.
— Twoja mama nie wiedziała, czym się zajmuje twój ojciec?
— No nie — odpowiedział Will. — Nieźle się na niego wściekła i jak już odzyskała głos, to darła się na niego tak, że sąsiadka przyszła pytać, czy dzwonić na policję — zarechotał, a Harry uśmiechnął sie z rozbawieniem. — W końcu oboje się zamknęli i… ojciec zapytał, co ja na to powiem. Na początku chciałem walnąć prosto z mostu, że niech się wali i spieprza, ale zaczął gadać o korzyściach, jakie przyniesie mi szkolenie. I złapał mnie na gadkę o aurorach.
— Chcesz byś aurorem? —zapytał Potter z zaskoczeniem.
— To moje marzenie od dzieciaka. U nas w Stanach to jest cholernie trudne, całe studia trwają pięć lat, zamiast trzech i później gnijesz w biurze, spisując raporty. Nie to, co tutaj, tylko trzy lata i od razu praktyka. A jak jeszcze dodał, że po szkoleniu będę miał później łatwiej na studiach i w ogóle, no to przepadłem. I tak jakoś wyszło, że się zgodziłem. Trochę mama się wściekła, no ale przejdzie jej. — zakończył z uśmiechem, a potem zmarszczył brwi. — Chyba — dodał z wahaniem.
Rozmawiali jeszcze przez kilka minut. Złapali dobry kontakt i szybko rozluźnili się w swoim towarzystwie. Will nie pytał o sprawy związane z Voldemortem, blizną i tym podobne, co jeszcze bardziej ucieszyło Harry’ego. W końcu zabrali się za formularze.
Przedmiotów do wyboru było zdecydowanie więcej niż w Hogwarcie, a to wcale nie ułatwiało sprawy. Co ciekawe, nie znalazł transmutacji ogólnej, której uczył się od pięciu lat, a jej odłamy, podobnie sprawa miała się z eliksirami czy zaklęciami. Inne nazwy nic mu nie mówiły. Już po przejrzeniu pierwszej strony zaczęła boleć go głowa. Jak ja mam z tego wybrać tylko dziewięć przedmiotów?
— To jakiś żart, prawda? — jęknął Will, który najwidoczniej pomyślał to samo. — Skąd ja mam wiedzieć, co właściwie chcę?
— O ile wam to w jakiś sposób pomoże, to przedmioty zaznaczone gwiazdką musicie wziąć, od was tylko zależy w jakim programie — odezwał się Zayn, który od dłuższego  przyglądał im się przyglądał.
Harry zerknął do kartek jeszcze raz, bo wcześniej nie zauważył żadnych dodatkowych oznaczeń. Kiedy przeczytał nazwy, obok których widniały symbole, przełknął głośno ślinę. Will skomentował to, co przeczytał na głos.
— Okej, rozumiem zajęcia sportowe, naprawdę, ale oklumencja i ELIKSIRY? A po cholerę mi eliksiry?
— Nie moja decyzja, wszyscy musieliśmy przez to przejść — wzruszył ramionami Zayn, ale wyglądał na rozbawionego. — Zawsze możesz je mieć tylko raz w tygodniu.
— Nienawidzę eliksirów. Nie nadaję się do tego. Nie, po prostu nie — zaprotestował blondyn. — Wiesz, jak zakończyła się moja ostatnia wizyta w laboratorium? Wysadziłem w powietrze pół sali, a moja koleżanka z ławki zamieniła się w żabę.
Harry może i nie miał takich przygód, ale też nie uśmiechało mu się branie eliksirów, jednak nie to go zaniepokoiło. Oklumencja. Znowu będzie musiał się jej uczyć, a jego ostatnie próby… Na sam dźwięk tego słowa robiło mu się niedobrze. Mimo to zdawał sobie sprawę, że to odpowiednie obowiązkowe zajęcia. Sprawność fizyczna przyda się każdemu, sam miał zamiar nad nią pracować, eliksiry… No cóż, przydatne umiejętności, a obrona umysłu w czasach Voldemorta wydawała się koniecznością.
Will jeszcze chwilę ponarzekał, ale w końcu jakoś zaakceptował swój los. Z bólem serca wziął swój znienawidzony przedmiot jako dodatkowy, zajęcia sportowe chciał mieć w planie codziennie i zdecydował się na podstawową oklumecję. Do tego dołączył codzienną naukę maskowania oraz pojedynki, podstawy animagii i uzdrowicielstwa, a jako przedmioty dodatkowe wziął zajęcia nazywane „Praktycznymi umiejętnościami mugolskimi” oraz język hiszpański. Zdecydował się na wybór tego ostatniego, ponieważ rozważał ewentualne studiowanie w Hiszpanii.
— O ile dobrze pamiętam, by zostać aurorem potrzeba jeszcze egzaminu z zielarstwa, zaklęć i transmutacji — rzucił Harry.
— Przecież się tego uczyłem, a jeśli dobrze zrozumiałem, w czasie pobytu tutaj mogę dobrać sobie kolejny przedmioty, co nie? — Zerknął w stronę Zayna, a ten pokiwał twierdząco głową.
Dla Willa wybór przedmiotów okazał się o wiele łatwiejszy niż dla Harry’ego. Pierwszy problem napotkał już przy ustaleniu, na jakim poziomie będzie się uczył wymaganych przedmiotów. Od samego początku planował poprawić kondycję, dlatego zajęcia sportowe zakreślił jako przedmiot zaawansowany, dłuższy czas myślał nad pozostałymi dwoma.  Eliksiry były jego zmorą przez ostatnie pięć lat, oczywiście zdawał sobie sprawę, jak wiele zależało to od nauczyciela, ale mimo wszystko nigdy nie przepadał za mieszaniem w kociołku. Z drugiej strony eliksiry niejednokrotnie pomogły mu w realizacji planów – choćby sytuacja z wielosokowym, który z wielką precyzją uwarzyła Hermiona w drugiej klasie. W końcu postanowił, że z nauką na podstawowym poziomie powinien sobie poradzić.
Pozostawała więc najgorsza sprawa – oklumencja. W pierwszej chwili miał ochotę zaznaczyć ją jako przedmiot dodatkowy, ale zrezygnował z tego pomysłu. Może dla innych by to wystarczyło, ale on był w zupełnie innej sytuacji. Połączenie umysłowe z Voldemortem utrzymywało się już od dobrego roku, oczywiście po bitwie w Ministerstwie nie tak często nawiązywał kontakt, ale przecież jeszcze kilka godzin temu właśnie to się stało. Tak, często to połączenie pozwalało mu zdobyć informacje, których inaczej by nie pozyskał, ale doprowadziło też do śmierci Syriusza. A to wszystko tylko dlatego, że nie poświęcił odpowiedniej ilości czasu na naukę oklumencji.
Nie mógł narażać przyjaciół na niebezpieczeństwo, a wystawianie się na atak umysłowy ze strony Voldemorta tym właśnie było. Obiecał sobie, że zacznie się przykładać do nauki, więc dlaczego nie dołączyć do niej oklumencji? Zakreślił zajęcia jako te w zakresie rozszerzonym. Jakoś sobie poradzi, a olanie magii umysłu może mu przynieść tylko problemy.
Wybór pozostałych przedmiotów przyszedł mu z łatwością. Zdecydował się również na pojedynki oraz mugolskie umiejętności, oba dopisał do grupy z oklumencją. Zainteresowała go nauka animagii, wcześniej nigdy nie wykazywał chęci, by opanować umiejętność Huncwotów, ale teraz uznał, że może mu się przydać. Nie wiedział, co mu przyniesie przyszłość, więc podstawy uzdrowicielstwa również były dobrym wyborem. Dodatkowymi przedmiotami zostały historia magii, zaklęcia domowego użytku (sam nie wiedział, po co to wziął) i – o dziwo – legilimencja.
Zayn, marszcząc brwi, przeczytał formularz Harry’ego.
— Wybrałeś dziesięć przedmiotów, w tym cztery rozszerzone. Jesteś pewien swojej decyzji?
Podejrzewał, ile go to będzie kosztowało pracy, ale naprawdę chciał do tego podejść poważnie. Miał szansę poprawić swoje umiejętności, wykorzystać te pozostałe pięć tygodni wakacji. Skinął głową, podejmując ostateczną decyzję. Dogadali szczegóły i Harry wyszedł z gotowym planem na następne tygodnie. Will czekał na niego pod drzwiami.
Jest trochę roboty, co nie? — mruknął, analizując swój plan.
Harry zerknął na swój. Fakt, poranny trening miał o siódmej rano, więc czekała go wczesna pobudka. Później zajęcia rozplanowane były w taki sposób, że czas wolny mógł wygospodarować sobie dopiero po siedemnastej. No cóż, przecież nie przyjechał się tu obijać, prawda?
Masz jakieś plany na dziś? — zapytał niespodziewanie jego towarzysz, a brunet popatrzył na niego zdziwiony. — Zastanawiam się, czy wiesz może, gdzie tu jest ten osławiony bar, ale prawdopodobnie nie…
Wiem, gdzie jest, byłem tam wczoraj — przerwał mu Harry, na co chłopak uniósł brwi. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. — Co?
Eee, po prostu... — zaciął się. Potter przyglądał mu się z coraz większym zaciekawieniem. — No nie myślałem, że Harry Potter lubi takie miejsca — wymamrotał w końcu Will.
Może jeszcze niedawno zdenerwowałby się na takie słowa, ale teraz tylko się uśmiechnął. Ludzie mieli o nim różne zdanie, ale chyba wszyscy byli przekonani, że w pewnym sensie jest tym Złotym Chłopcem, co go naprawdę dziwiło, biorąc pod uwagę w jakie kłopoty pakował się w Hogwarcie. Z drugiej strony nigdy nie czuł się Huncwotem, raczej stronił od psikusów godnych jego ojca czy bliźniaków Weasley nie brał udziału w licznych imprezach i ograniczał swoje grono znajomych do Rona, Hermiony i może Nevilla. Duży udział w kreowaniu jego wizerunku miały gazety, raz przedstawiając go jako zagubionego chłopca, który płacze po nocach za rodzicami (treść artykułu Rity Skeeter nadal go prześladowała) tylko po to, by za parę miesięcy uznać go za niepoczytalnego.
Pora wyprowadzić cię z błędu rzucił lekko i ruszył korytarzem. — Co powiesz na wspólne piwo? — zawołał do Willa, który został w tyle.
Chłopak rozszerzył oczy, czego oczywiście Harry nie mógł zobaczyć, ale potem wyszczerzył się szeroko. Może być tu ciekawie, pomyślał, próbując dogonić nowego znajomego.

***
— Ile się siedzi za zabójstwo ojca? — zapytał niespodziewanie Alex, a Alsion zakrztusiła się sokiem. — Z ciekawości pytam — dodał szybko na widok jej miny.
Oczywiście, że z ciekawości. — Alison odstawiła szklankę. — W życiu nie udałoby ci się tego zrobić.
A to niby czemu? — oburzył się chłopak, po czym posłał promienny uśmiech rudowłosej piękności siedzącej przy sąsiednim stoliku.
Jesteś za głupi, a on był aurorem — zauważyła Alison, a potem podążyła za jego spojrzeniem. — Daj sobie spokój, kochany.
Hę? — rzucił, nie odrywając wzroku od dziewczyny, która prowokująco przygryzała wargę.
Chartier wywróciła oczami.
Ma chłopaka, a przy okazji to niezła cizia, zdradza go przy każdej nadarzającej się okazji. Nie lubimy takich.
Nie?
Nie — ucięła, pociągając go za ramię, żeby się odwrócił. Alex westchnął rozczarowany, ale posłuchał przyjaciółki.
Oboje zwrócili się teraz w stronę wyjątkowo milczącej dziewczyny siedzącej przy ich stoliku. Chłopakowi zadrgały wargi, kiedy zauważył, w co się wpatruje.
Stalkerka — zarechotał, sięgając po szklankę z sokiem stojącą przed Alison. Posłała mu spojrzenie a'la bazyliszek, więc cofnął rękę.
Odezwał się święty — powiedziała spokojnie Kate, nadal patrząc na bruneta, który śmiał się z czegoś, co powiedział jego towarzysz.
Nie sądzisz, że to ciut niestosowne? — drążył temat Alex. — W końcu to twój były przyjaciel, spróbuj poderwać kogoś innego.
Kate w końcu zwróciła się w jego stronę, a Alison parsknęła na widok jej miny.
Courage, zamknij się, proszę. Zastanawiałam się, kim jest ten nowy chłopak obok niego. Wygląda dziwnie znajomo, nie sądzisz Al?
Wspominania dziewczyna wychyliła się w krześle i zmierzyła spojrzeniem Willa. Zmarszczyła brwi, a po chwili w jej oczach błysnęło zrozumienie.
— Patrick wspominał coś o nieślubnym synu Halveya, a on go nawet przypomina.
Alex również przyjrzał się chłopakowi.
Ja tam nie wiedzę podobieństwa powiedział głosem znawcy.
— Bo jesteś ślepy — mruknęły równocześnie dziewczyny.
Może, ale nadal nie rozumiem, po co się tak im przyglądasz.
Invicto milczała. Jak mogła odpowiedzieć na to pytanie, skoro sama nie wiedziała? Dawno nie czułą się tak niepewnie w Tectum. Gdziekolwiek by nie poszła, cały czas miała w głowie, że on tu jest, że rozmawiali i to już nie jest tylko postać z przeszłości. A Kate nie lubiła powracać do czegoś, co już było. Zawsze coś zaczynała i kończyła, rzadko kiedy o tym wspominając. Teraz też chciała tak zrobić, ale nie potrafiła. Bo miała jeszcze jedną cechę, która dawała o sobie znać – nie lubiła zostawiać niedokończonych spraw. Dlatego czy jej się to podoba, czy nie, będą musieli porozmawiać.
Zastanawiała się, kto bardziej obawia się tej rozmowy.


__________________________________________________________________________


 I za nami kolejny rozdział. Ponieważ ostatnio nie odpowiedziałam na komentarze, postanowiłam zrobić to tu i teraz, przy okazji wyjaśniając kilka wątków.

Mroczny Książę Dla mnie Remus nigdy nie był takim łagodnym Huncwotem, który zawsze wszystko wybacza. Mimo wszystko należał do grona największych rozrabiaków w szkolnych latach, przeżył zdradę najlepszego przyjaciela i musiał zmagać się z wilkołactwem. W moim opowiadaniu pojawi się jeszcze wielokrotnie, ale na pewno nie w roli tego, który łagodzi wszystkie konflikty. 

Jeśli chodzi o Twoje spekulacje dotyczące ewentualnego związku HarryxKate, to oczywiście nie odpowiem na nie ani twierdząco, ani przecząco. Mogę tylko powiedzieć, że wszystkie pary zostały już ustalone kilka miesięcy temu i chociaż nie posiadam dokładnego zarysu każdego rozdziału, wiem, kto z kim skończy. Przyjemnie będzie poczytać wasze pomysły i domniemania, ale ja zdania nie zmienię :D

Daniel King Myślę, że panika Harry'ego ma swoje uzasadnienie w tym, że chłopak inaczej to sobie wszystko wyobrażał. Tak jak zauważyłeś, mógł myśleć, że Remus będzie nieprzytomny, a może nawet nie dowie się o udziale Pottera w całym wydarzeniu.

Oczywiście rozumiem też Twoje mieszane uczucia. Harry zawsze postępował trochę nierozsądnie, ale Lupin miał prawo uważać, że spora część jego problemów nie jest jego winą. Wydaję mi się też, że łatwiej byłoby mu się pogodzić z podobieństwem Harry'ego do Lily i jej rozsądnym podejściem do życia :D

Brian nie był może zaskoczony walką z Voldemortem, a tym, że Harry wyszedł z niej bez większych szkód. W następnym rozdziale pojawią się nowe fakty dotyczące tego całego wysłania Pottera prosto w paszę lwa (a może bardziej węża), więc na razie to całe wyjaśnienie. 

Na koniec poruszę kwestię, która pojawiła się w obu komentarzach - Draco. Powiem tak, lubię tę postać, chociaż nie przepadam za argumentacją wielu jego fanów, że nie miał wyboru. Przepraszam bardzo, a Syriusz? Obaj pochodzili z rodzin czystej krwi sprzymierzonych z Voldemortem, a jednak Black się przeciwstawił i wybrał swoją drogę. Dla mnie Draco był po części tchórzem, co nie znaczy, że nie rozumiem jego postępowania, bo wielu z nas chciałoby ratować własną skórę w takiej sytuacji jak on. Tak czy inaczej, Malofy nie stanie się tutaj odważnym bohaterem, bo to po prostu nie w jego stylu.

Aha, Will został dodany do zakładki bohaterów, jako bohater drugoplanowy, chociaż w kolejnych rozdziałach, będzie się pojawiał dosyć często :)

Rozdział jak zawsze betowała Noelia Cotto